niedziela, 11 października 2015

Człowieku, w czym objawia się Twoje człowieczeństwo?



Dnia 9 października 2015 roku, obroniłam tytuł licencjata. Nie zrobiłam sobie sefie, ani się szczególnie nie stresowałam. Oczywiście były emocje, w końcu ta cała sztampa i pompa robi swoje. Zdałam test na człowieka. Dla niektórych to test na człowieka wykształconego, dla innych to test tylko na człowieka kropka. Bo nie robię z tego dziejowego tudzież milowego kroku w swoim  życiu, a selfie to nie najbardziej wiarygodny i namacalny w przestrzeni social media dowód na to, że teraz już coś znaczymy. Mamy tytuł... Jeśli o mnie chodzi, możecie mnie tytułować A.LIC.KA. i ani się nie obrażę, ani nie będzie mi z tego powodu miło. Po prostu mam to gdzieś i cieszę się, że mam to już za sobą. Jako, że doświadczenia zawodowe zdobywałam zanim wymyśliłam gdzie pójdę na studia, ten epizod, nie zmienił niczego szczególnego w moim życiu (studiowałam niestacjonarnie i płaciłam za to ciężkimi rulonami pieniędzy zarobionymi w korporacji). Jasne, można sobie pomyśleć, nic ci to nie dało bo się nie uczyłaś! Otóż, to nie do końca tak jest. Nawet jeśli starannie i bez żadnych pominięć pochłaniamy wiedzę przekazywaną na studiach, bez zostawiania marginesu na samodzielne myślenie, ona się po jakimś czasie zdeaktualizuje. Profesorowie, którzy zawodowo zajmują się nadążaniem za tymi zmianami, będą zorientowani co i jak… ale Ty, też musiałabyś/musiałbyś zajmować się danymi zagadnieniami cały czas. A przecież przedmiotów w trakcie 3 letniego programu edukacyjnego było mnóstwo, nie da się z wszystkim być na bieżąco, poza tym nie wszystko nas interesuje. Niektórzy znajdą stresującą pracę lub zdecydują się na dzieci w tym nieprzyjaznym dla wartości rodzinnych środowisku jakim jest kapitalizm. Tak jakby rodzina i dzieci były kosztownym hobby, przyjemnością w której możesz się realizować, ale to jest twoja sprawa, swoje 8 godzin w pracy musisz przepracować plus ewentualne czasami płatne „nadgońziny”, których wykonania i tak nie możesz odmówić, ponieważ pracodawca i klient to Twój Pan. To okropne, że zatrudnia się człowieka, a po wprowadzeniu w strukturę organizacji oczekuje się maszyny. Która będzie potrafiła bezrefleksyjnie i nieomylnie wykonywać swoje obowiązki. Po co takiemu numerowi kadrowemu jakaś wiara w sens tego co robi przez co najmniej 1/3 dnia czyli przynajmniej przez 8 godzin lub więcej, 5 razy w tygodniu? No właśnie, po co? A po co w ogóle żyjemy i jesteśmy „człowiekami”? Zakładamy rodziny, spotykamy się z przyjaciółmi? Żeby ponarzekać na pracę i na to, że kłócimy się z partnerem a dzieci są niegrzeczne? Żeby za drinka zapłacić z debetu na karcie? No ok, może to faktycznie za trudna seria pytań… To może inaczej, a po co zmieniać pracę, która nie przynosi nam satysfakcji? Po co szukamy swojego miejsca? Może dla pieniędzy? Tylko po co nam te pieniądze? Uczuć za nie się nie kupi, co najwyżej jedzenie, używki i złudzenia.